sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 41: Zmiana?

   

     Przez następne minuty spoglądam na Leona zszokowana. Próbuję jakoś zrozumieć to, co do mnie powiedział. ,,Jestem twoją jedyną szansą na przeżycie" - co to miało znaczyć? To jakiś żart, albo groźba? Sama nie wiem, jak powinnam odebrać te słowa... Przerażają mnie.
- Słucham? - Wyduszam z siebie. Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć. Muszę to wszystko jakoś przetrawić. 
- Nie ważne, zapomnij. I tak już ci powiedziałem zbyt dużo. - Odpowiada Leon wcześniej wzdychając. 
     Nie mogę pozwolić na to, abym nie poznała prawdy w trakcie dzisiejszej kolacji. Mam już dość tych wszystkich sekretów i tego, co się dzieje na Manhattanie, odkąd tutaj wróciłam. To wszystko jest takie ciężkie. Gdybym wiedziała, co mnie tutaj czeka, z pewnością zostałabym w Paryżu i tam zamieszkała.


czwartek, 23 lipca 2015

40: Zaufaj mi





Dwa dni później...

     Szmaragdowe oczy spoglądają na piwne. Piwne na szmaragdowe. Szmaragdowe na niebieskie. Niebieskie na piwne i szmaragdowe. Tak wyglądają pierwsze sekundy terapii. Sama nie wierzę, że tutaj jestem, no ale cóż. Nic już na to nie poradzę. Jak mus to mus.
     Nie mogłam uwierzyć w to, kiedy dwa dni temu wieczorem otrzymałam telefon od Jamiego. Poinformował mnie, że Leon umówił się na wizytę z psychologiem. Na reszcie, po tylu moich prośbach wysłuchał mnie. Postanowił wziąć spieprzone życie w swoje ręce i umówić się ze specjalistą. To dobrze. Pytanie tylko w jakim celu zostałam poproszona o przyjście tutaj? 
     Profesor Tanner to mężczyzna na moje oko przed pięćdziesiątką. Powoli siwiejące brunatne włosy, zmarszczki na czole utrzymują mnie w tym przekonaniu. Jeszcze ten ubiór jak dla powoli starzejącego się dziadziusia. No cóż. Miejmy nadzieję, że pomoże Leonowi jakoś wyjść z tego jednego wielkiego gówna. Z tego co wiem, jest najlepszym psychologiem na całym Manhattanie, cieszy się świetną opinią u innych.


wtorek, 7 lipca 2015

39: Szach - Mat



- Leon. - Tylko tyle udaje mi się wydobyć z siebie po dłuższej chwili. Jestem przerażona! Byłam święcie przekonana, że to Jamie, a tutaj co? Niespodzianka. Bardzo nie miła z resztą.
     Momentalnie odsuwam się od niego. Boże, jest mi tak głupio, jakim cudem nie rozpoznałam Leona? Dobrze, że Jamie nie widział tej zaistniałej sytuacji. Mam nadzieję, że nie wparuje do mojego gabinetu w przeciągu paru następnych sekund. 
- Cześć. Miłe powitanie, nie? - Odpowiada z lekkim uśmiechem. Momentalnie zaciskam obie dłonie w pięści. Jakim cudem wszedł na teren mojej firmy? Przecież godzinami powtarzałam ochronie po ostatnim incydencie ze zdjęciami, aby nie wpuszczali Leóna tutaj! A oni co? Zrobili to! Ogh, przyrzekam, że jak tylko zobaczę tych dupków na własne oczy to ich wyleję. Od razu. 
- Co ty tutaj robisz? Co to za nachodzenie mnie w pracy?


czwartek, 25 czerwca 2015

38: Jamie

   


     Zazwyczaj kiedy zakradałam się do czyiś mieszkań nigdy nie zostałam przez nikogo nakryta. Byłam przekonana na 100%, że tak samo będzie i tym razem, jednak pomyliłam się... Niestety.  
     Dodatkowo nie wyłączyłam tego przeklętego MacBook'a! Leon na pewno się połapie, że ktoś tutaj był i to stosunkowo niedawno. Wezwie ochronę, a wtedy... Wtedy będzie po mnie. Wpakuję się w niezłe tarapaty.
- Posłuchaj, wkurza mnie już to wszystko powoli, ale nic na to nie poradzę. 
     Nadal rozmawia z kimś przez telefon. Jestem ciekawa co to za nocne pogaduchy i przede wszystkim z kim i na jaki temat... 
     Słyszę, jak otwiera drzwi, jednak nie wchodzi do środka. Przez jakiś czas stoi przed wejściem i kontynuuje swoją rozmowę: 
- Słuchaj, mi też nie jest łatwo, na prawdę. Postaw się w mojej sytuacji. 
     Co to za sytuacja? 
- Uwierz mi, gdybyś był na moim miejscu również poczułbyś to samo.


piątek, 5 czerwca 2015

37: Piękny drań

     Z dedykacją dla Keiry 


     Wchodzę do luksusowego lokalu. Dostrzegam bardzo znajomy wystrój wnętrz. To wszystko od razu przypomina mi o mojej przyjaciółce Tracy. Kelnerki w skąpych bieliznach, które chodzą i oferują cholernie drogiego szampana. Tak, to ona. Wróciła jak co roku na Manhattan.
- Kieliszek szampana? - Słyszę głos młodej kobiety. Patrzę na nią. Odziana w czarną skąpą bieliznę prezentuje się niesamowicie. Ta Tracy ma talent do ukazywania kobiecego piękna.
- Z chęcią. - Mówię i biorę jeden ze srebrnej tacy. Kobieta uśmiecha się lekko w moją stronę i znika w tłumie.
     Przybliżam kieliszek z szampanem do swoich warg i upijam łyk. Rozglądam się dookoła siebie. Dużo osobistości, nieznanych osób oraz mnóstwo paparazzi. Idealne miejsce na powrót do dawnego stylu życia.


piątek, 24 kwietnia 2015

36: Tracy

   Z dedykacją dla Chloe 


    Nazajutrz spotykam się z moim najlepszym przyjacielem - Diego. Odkąd wróciłam na Manhattan, nie zobaczyłam się z nim ani razu. Tęsknię. Jestem ciekawa, co tam nowego u niego, z kim się spotyka oraz co z jego bliskimi… Ogólnie mamy o czym rozmawiać. Taki jest Diego, mój najlepszy przyjaciel, z którym w wieku czterech lat planowałam ślub. To niedorzeczne, że już wtedy myślami skupialiśmy się na przyszłości. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej. I tak jestem szczęśliwa, że pomimo zaistniałych wcześniej wydarzeń, nadal się przyjaźnimy. To wiele dla mnie znaczy. Na prawdę.
     Jestem w Central Parku. Zbliżam się do miejsca, w którym mam się za chwilkę spotkać z Dominguezem. Czy się denerwuje? Nie. Miło będzie go zobaczyć i spędzić razem czas.


ARCHIWUM

Obserwatorzy