piątek, 17 października 2014

Rozdział 8: Tempo ,,Verdas''


Z dedykacją dla Impossible Lve



      Ubrana w śliczną śliwkową sukienkę od Proenzi Schouler, wysiadam z czarnej limuzyny. Na dzisiejszą imprezę urodzinową Ludmiły postanowiłam zrobić się na bóstwo. Moje włosy sięgające mi do ramion, zostały spięte w luźnego koka. Postanowiłam zrobić sobie delikatniejszy makijaż, który podkreśla czerwona szminka. Moje nogi przyozdabiają śliczne czarne szpilki. Jimmy Choo postarał się i to bardzo.


wtorek, 14 października 2014

Rozdział 7: To koniec gry

     Z dedykacją dla Blair



      Budzę się nagle. Otwieram oczy i podnoszę do pozycji siedzącej. Czuję lekki ból głowy. Cholerny kac.
- Nareszcie się obudziłaś. - Słyszę głos Verdasa. Spoglądam na niego. Siedzi w fotelu na przeciwko mojego łóżka. W lewej ręce trzyma szklankę z wodą, którą co jakiś czas popija. 
- Wspaniale, wyjdziesz stąd? - Pytam z nadzieją. Nie chcę go tu teraz widzieć. - Muszę się przebrać, poza tym zaraz mam gości. 
       Szatyn odkłada na komodę szklankę z wodą. Podchodzi do mojego łóżka, na którym w dalszym ciągu siedzę i przeczesuje prawą ręką włosy. Czuję, jak moje serce zaczyna szybciej bić. Och, dlaczego ty musisz być kobieciarzem, dlaczego? Jesteś moim ideałem, ósmym cudem świata.


piątek, 10 października 2014

Rozdział 6: Lóen


Z dedykacją dla Katariny Verdas



      Nadszedł w końcu długo wyczekiwany dzień. Święto Dziękczynienia. Obiad w gronie rodziny oraz znajomych to coś na co zawsze długo wyczekuję. W tym roku dołączą do nas znajomi moich rodziców. Jestem ciekawa kto to będzie.
      Udało mi się bez Verdasa przetrwać równy tydzień. Tak. Tyle minęło od naszej ostatniej rozmowy przez telefon. Szczerze mówiąc zapomniałam już prawie o nim. Czasami w moim umyśle pojawiają się wspomnienia z naszego spotkania w barze. Niestety dość często miewam erotyczne sny z nim w głównej roli. Czy ze mną jest wszystko w porządku? Może powinnam pójść do jakiegoś psychologa, albo coś w tym stylu? Nie wiem już sama, jestem zdezorientowana.

piątek, 3 października 2014

Rozdział 5: Mała J

Z dedykacją dla Juli Verdas




       Budzę się we wspaniałym nastroju. Podnoszę się do pozycji siedzącej i przeciągam. Biorę do ręki swój telefon i spoglądam na wyświetlacz. Jest po ósmej. Zapowiada się kolejny wspaniały dzień na Upper East Side.
       Odkładam telefon i wstaję z łóżka. Narzucam na siebie szlafrok i podchodzę do lustra. Przyglądam się swojemu odbiciu. Po chwili stwierdzam, że wyglądam dobrze, jak zwykle. 
       Wychodzę z sypialni i idę do łazienki, gdzie wykonuję poranne czynności. Po tym wszystkim wracam do swojego pokoju, wybieram ubrania, które na siebie zakładam i schodzę na dół.


piątek, 26 września 2014

Rozdział 4: Jestem tego pewna



Rozdział dedykowany Fallen


      Budzi mnie dotyk ust Verdasa na mojej szyi. Nie mogę się powstrzymać, cicho pojękuję. Ten wspaniały mężczyzna nie przestaje. Odgarnia włosy za moje ucho i w dalszym ciągu całuje moją szyję.
       Czuję na sobie jego wzwód. Delikatnie się uśmiecham, jednak obecność jego ust na mojej szyi szybko sprawia, że ponownie cicho jęczę.
       Nagle przestaje. Dlaczego? Przecież było mi tak dobrze. Odwracam się i spoglądam na tego przystojniaka.
- Dlaczego przerwałeś? - Pytam zdziwiona.
       Szatyn nie odpowiada. Przybliża się do mnie i całuje mnie namiętnie. Odpowiadam mu tym samym.
- Chcesz już powtórkę? - Pytam po oderwaniu dla pewności.
- Kocham Cię i pragnę w każdej chwili. - Szepcze.
- Ja Ciebie też kocham, León. Ja Ciebie też. - Odpowiadam pewna swoich słów. Oboje ponownie zaczynamy się całować.

sobota, 20 września 2014

Rozdział 3: Jak jakaś napalona

     

      Następnego dnia rano odwiedza mnie mój przyjaciel, Diego. Pomimo tego, że rozstaliśmy się jakiś miesiąc temu, postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, takimi bardzo dobrymi.
       Uwielbiam go, jest dla mnie jak brat. Potrafi mnie cierpliwie wysłuchać, wesprzeć, pocieszyć... Jest bardzo troskliwy oraz opiekuńczy. Często spędzamy ze sobą czas, niekiedy nawet i całe dnie. Moi rodzice uwielbiają go również, w końcu znają Domingueza, oraz jego rodziców, od wielu lat.


niedziela, 14 września 2014

Rozdział 2: Nie jestem taka łatwa

   


     Cieszę się, jak jakieś małe dziecko, które zaraz dostanie wielkiego lizaka. W końcu po równym tygodniu mogę przytulić się do mamy, oraz porozmawiać na przeróżne babskie tematy.
       Dostrzegam ją, jak z uśmiechem kieruje się w naszą stronę. Podbiegam do niej niczym pięcioletnia dziewczynka i rzucam się na szyję. Czując to, jak moja mama mocno mnie obejmuje, uśmiecham się do siebie.
- Cześć mamo. - Odzywam się pierwsza. - Jak to dobrze, że już jesteś.
- Witaj kochanie. - Słyszę jej ciepły głos, który uwielbiam. - Ja też się cieszę, że już po wszystkim.
Odsuwamy się od siebie. Podchodzi do nas tata, który całuje moją mamę w policzek. 
- Jak tam podróż? Wszystko w porządku? - Zadaje pytanie troskliwym głosem. 
- Tak, bez żadnych przeszkód. Wszystko minęło szybko, dobrze i bezpiecznie. - Odpowiada i uśmiecha się do nas.


ARCHIWUM

Obserwatorzy