wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 10: Takie, jak kiedyś

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM 

       Następnego dnia, kiedy Castillo zeszła na dół do jadalni, zauważyła siedzącego Verdasa już przy stole. Usiadła na przeciwko niego. Oboje uśmiechnęli się delikatnie. 
- Jak się spało? - Spytał, a następnie napił się kawy. 
- Wspaniale. - Odpowiedziała. Zaczęła smarować swoją kromkę chleba masłem. Kiedy szatyn odstawił filiżankę, Violetta wzięła ją do ręki i napiła się. 
- Ej! To moja. Jeżeli chcesz się napić, to zrób sobie własną. 
- Okej, okej... Spokojnie. - Odstawiła pustą filiżankę na bok. 
- O, tu jesteście. - Usłyszeli głos Włoszki. Odwrócili się i spojrzeli w jej stronę. Brunetka zajęła miejsce obok Violetty. 
- I? Dzwoniłaś do Marco? - Spytała zaciekawiona. - Wiesz co z Sofią? - Francesca westchnęła. 
- O co chodzi? - Zadał pytanie zdezorientowany León. 
- Moja córeczka od wczoraj wymiotuje. - Wyjaśniła Włoszka. - Martwię się o nią i to bardzo. 
- Fran. - Violetta położyła swoją rękę na jej. - Może powinnaś wrócić do Buenos Aires? Ty będziesz spokojna i Marco też. 
- No właśnie. - Poparł pomysł Castillo, León. 
- Nie wiem... - Westchnęła załamana. - Nie mogę was zostawić przecież samych. 
- Fran, ja i León damy sobie radę. - Próbowała ją w dalszym ciągu przekonać Violetta. - Z resztą pozostały jeszcze tylko dwie rozprawy. Poza tym zdrowie Sofii jest najważniejsze teraz. 
- No właśnie. - Ponownie poparł ją szatyn. - Viola mówi do rzeczy. 
- Nie lubię, jak mówisz do mnie Viola. - Odpowiedziała od razu i pokazała mu język. 
- A ja kocham, jak mówisz do mnie Leóś. - Zarumieniła się. 
- Dobra, kochasie. - Przerwała im tą chwile Francesca. - Powrót na Ziemie. Potem sobie poromansujecie, popieprzycie, czy co wy tam chcecie. - Napiła się soku. - Trzeba ustalić strategię.
- W końcu co trzy głowy to nie jedna. - Dodał szatyn. - Ja proponuje taki plan. W pozwie jest mowa o odszkodowaniu, które wynosi 200 tysięcy. - Nagle przerwała mu Violetta. 
- A jaka jest łączna suma pożyczki? - Spytała. Wyjęła akta ze swojej torebki.
- Jakieś 60 tysięcy. A więc plan jest taki. - Castillo oraz Resto spojrzały na Verdasa. - Ustalamy jakieś 100 tysięcy, bo mniej to nie ma sensu. 
- A dlaczego ty od razu o ugodzie? - Przerwała mu tym razem Włoszka. Szatyn się uśmiechnął. 
- Dziewczyny. Jesteśmy w przepięknej miejscowości, gdzie jest można wspaniale spędzić czas na nartach. Jeżeli mam do wyboru siedzieć w sali sądowej na rozprawach, to wolę już ugodę. - Wyjaśnił. 
- Ale ,,Fundusz" to jest firma ogólnokrajowa. Jak zaczniemy na nich naciskać, to zrobi się wielki szum w mediach, czego ja nie chce. 
- Dobra, już koniec. Skopiemy im tyłki jak najbardziej się da. - Przerwała nagle im Violetta, która wyjęła jedną kartkę, na której była lista świadków. - Panie Verdas. Przed nartami proponuję przepytać świadków. - Podała mu listę. - Każdy bierze namiar. - Zawiesiła głos. Schowała akta do torebki. - A teraz jemy. 



~*~



         Violetta podeszła do kobiety, która została powołana na świadka. Uśmiechnęła się delikatnie do blondynki i przeszła do zadawania jej pytań.
- Proszę opowiedzieć o przebiegu zdarzeń. - Powiedziała. Następnie poprawiła swoją togę adwokacką. 
- Mąż zginął w wypadku dwa miesiące temu. Dzień po pogrzebie przyszedł jakiś obcy mężczyzna i powiedział, że Jose miał długi.
- Czy był to pracownik rodzinnego funduszu pożyczkowego? - Zadała pytanie Castillo.
- Tak. Twierdził, iż zgodnie z umową muszę spłacić pożyczkę. Ja przecież niczego nie podpisywałam.
- A mąż? - Dopytywała się Violetta.
- Wiedziałabym. - Westchnęła blondynka. - Uzgadniał ze mną wszystkie wydatki. Zawsze mogłam na nim polegać, to był na prawdę wspaniały człowiek. - Kobieta spuściła lekko głowę na dół. Violetta spojrzała na Sędziego. - O jaką kwotę chodziło? - Zadała kolejne pytanie.
- Pięć tysięcy z całej umowy, jeszcze dodatkowo odsetki... Razem wychodziło dziewięć tysięcy. Byłam kompletnie załamana.
- A podjęła jakieś Pani kroki prawne?
- Złożyłam pismo do tego funduszu, żeby chociaż odroczyli spłaty. - Poprawiła nerwowo swoją granatową sukienkę.
- A więc jaka była odpowiedź?
- Przyszło takich dwóch. Powiedzieli, że mogę mieć poważne nieprzyjemności.
- Czyli inaczej mówiąc, próbowali Panią zastraszyć.
- Sprzeciw! - Krzyknął prokurator. Castillo cicho westchnęła. - Jest to sugerowanie odpowiedzi.
- Podtrzymuję. - Powiedział Sędzia.
- W takim razie proszę powiedzieć, jak Pani odebrała ich zachowanie? - Spytała i ponownie spojrzała na czterdziestoletnią kobietę.
- Byłam przerażona do tego stopnia, że dałam im całą swoją wypłatę ze szpitala. - Wyjaśniła.
- Bez pokwitowania. - Zauważyła. - Czyli podsumowując została Pani bez środków do życia.
- Potem przyszli po więcej, nie miałam już nic. - Kontynuowała. - Dlatego zagrozili mi komornikiem no i również eksmisją.
- Dziękuję. - Powiedziała po wysłuchaniu Castillo. - Nie mam więcej pytań. - Oznajmiła i wróciła na swoje miejsce.
- Pani prokurator, proszę. - Sędzia wskazał na szatynkę, która podeszła do czterdziestoletniej kobiety z lekkim uśmiechem.
- Czy ktoś oprócz Pani był przy tych rzekomych najściach? - Spytała.
- Byłam sama. - Odpowiedział krótko świadek.
- Czy dostała Pani na piśmie wniosek o egzekucję komorniczą?
- Nie.
- Czyli jedynym dowodem jest umowa, którą podpisał Pani mąż przed wypadkiem.
- No tak, ale ja już mówiłam.. - Szatynka postanowiła przerwać jej.
- Czy zostały złamane jakiekolwiek postanowienia, są zawarte w umowie? - Kobieta nie odpowiedziała. Lara uśmiechnęła się ponownie lekko do siebie i odwróciła w stronę sędziego. - Wysoki Sądzie, jedno za to kluczowe. Zobowiązanie klienta - wskazała na blondynkę - do spłaty pożyczki. - Zrobiła krok do tyłu i rozłożyła ręce. - Nie mam więcej pytań. - Oznajmiła i powróciła na swoje poprzednie miejsce.



~*~



- Na pewno jesteś tego pewna? - Francesca po raz kolejny dzisiaj zadała Violettcie to samo pytanie. 
- Tak, Fran. - Uśmiechnęła się. - Damy sobie z Leónem radę, nie martw się o to. 
- Pamiętajcie, że został wam do przesłuchania Pedro, ten sześćdziesięcioletni mężczyzna, który wziął pożyczkę na dziesięć tysięcy peso. 
- Tak, spokojnie Fran. - Uspokoiła ją po raz kolejny Violetta. 
     Właśnie podjechał autobus, którym miała Włoszka wrócić do Buenos Aires. Verdas, który stał obok z walizkami, spojrzał na brunetkę, która go ominęła. 
- Dzień dobry. - Uśmiechnął się zalotnie. Kobieta jednak nie zwróciła na niego uwagi. - Właśnie nas minęła miss Argentyny. - Powiedział do Castillo oraz Resto. 
- Co, zakochałeś się? - Zadała mu pytanie Violetta, po czym się zaśmiała. 
- W innej kobiecie, to tak. - Mówił i puścił do niej oczko. Castillo wywróciła oczami. 
- Posłuchaj. - Odezwała się Włoszka. - Wszystkie notatki zostawiłam Ci na szafce nocnej przy Twoim łóżku. 
- Jasne. - Uśmiechnęła się Violetta. - Spokojnie, z mecenasem Verdasem damy sobie radę. 
- Mam nadzieję. 
        Kiedy szatyn zapakował walizki do bagażnika, wrócił do Violetty oraz Francesci. Obie właśnie przytulały się na pożegnanie. 
- Zadzwoń, jak dojedziesz. - Poprosiła ją. 
- Oczywiście. - Odpowiedziała i przytuliła się do Verdasa, a następnie wsiadła do autokaru, który po kilku minutach zaczął jechać. 
- To co, mamy trzy godziny do kolejnej rozprawy. - Powiedział Verdas. 
- Tak, ja proponuję się solidnie przygotować. - Odpowiedziała. 
- Dobrze, w takim razie proponuję zacząć od czterdziestosiedmioletniego Davida, który podpisał umowę. Pieniędzy co prawda nie dostał, lecz za to harmonogram spłat. Ma świadka, swojego bratanka. Ma na imię Miguel. 
- Dobra, super, bierzemy go. - Odpowiedziała od razu Violetta z uśmiechem.
- Tak? - Spytał dla pewności. Szatynka przytaknęła. 



~*~



       Dwa dni temu do słonecznego Buenos Aires powróciła Violetta wraz z Leónem. Po wygranej rozprawie ich relacje się znacznie poprawiły. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu się do siebie zbliżyli, ale czy wystarczająco, aby być razem? 
       Przez dwie godziny szykowała się na dzisiejszy wieczór, który miała spędzić ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami. Wyjątkowa noc, wyjątkowa sukienka, wyjątkowe przyjaciółki, czego chcieć więcej? 
       Weszły razem do jednego z najlepszych klubów nocnych w całym Buenos Aires. Cała czwórka wyglądała olśniewająco, ubrana w sukienkę projektu Ludmiły Verdas. Nic dziwnego, że każdy osobnik płci męskiej spoglądał na nie z wielką uwagą. Z wielkiego tłumu, tylko one cztery wyróżniały się najbardziej. 
        Kiedy zajęły miejsca przy stoliku, uśmiechnęły się do siebie. 
- Masz, to dla Ciebie. - Powiedziała Włoszka i wyciągnęła z torebki siatkę. Następnie podała ją Camili.
- Nie mogę uwierzyć, że zabrałaś ze sobą tę homeopatyczną herbatkę. - Odpowiedziała. - Jestem przecież naszym kierowcą dzisiaj, a ten napój mnie cholernie uzależnia.
- Dobra, nie ważne. - Przerwała im Violetta. - Cami, dasz radę, w końcu nie po raz pierwszy pijesz tą herbatę Fran. - Kobieta przytaknęła. - A teraz.. Dzisiejszy wieczór jest bardzo ważny. Chodzi w nim o to, abyśmy znowu stały się takie, jak kiedyś. Więc zero gadania o dzieciach oraz pracy. - Wskazała na Włoszkę. - Ani o mieszkaniu ze swoim ex - chłopakiem, który jest nieziemsko przystojny. - Tym razem pokazała na Camilę. - Czy tak jak ja o swoim przyjacielu. - Wskazała na siebie. Położyła rękę na swojej turkusowej sukience, którą specjalnie założyła na dzisiejszą okazję.
- Jesteś pewna, że nie chcesz w ogóle rozmawiać o Leónie? - Spytała dla pewności Ludmiła.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - Odpowiedziała pewna swoich słów.  - A teraz proponuje wznieść toast. - Każda z nich oprócz Camili, chwyciła do ręki kieliszek z alkoholem. - I proponuje wypić za nas. Za naszą przyjaźń, która trwa już od sześciu lat. - Wszystkie uśmiechnęły się i stuknęły kieliszkami. 
- Coś czuję, że ta noc zapadnie nam wszystkim w głowie. - Powiedziała Ludmiła po skosztowaniu wódki. - Kurcze, dobra jest. 
- Musze się z Tobą zgodzić. - Poparła ją Violetta. - Wspaniała. Nie wyjdę stąd dzisiaj. 
- Castillo, za rok ty prowadzisz. - Pogroziła jej palcem Camila. 
- Spokojna głowa. - Uśmiechnęła się. - Herbatka homeopatyczna Fran mnie zadowli. - Wszystkie się zaśmiały. 
      Następne godziny mijały im wspaniale. Piły alkohol, śmiały się, cieszyły ze swojego wspólnego towarzystwa. Nawet nie zauważyły tego, w jak szybkim tempie straciły nad sobą kontrolę. 
- Pani adwokat. - Zaczęła mówić pijana Verdas do Violetty. - Jest Pani bardzo spięta. Zabaw się dzisiaj. - Oznajmiła i ponownie napiła sie alkoholu. 
- Ja jestem spięta? - Spytała z niedowierzaniem. - Zaraz zobaczysz. - Ponownie napiła sie wódki. Odstawiła pusty kieliszek na bok i wstała z krzesła. Podeszła do sceny, na której tańczyli striptizerzy. Uśmiechnęła się, po czym wyszła na nią. 
     Młodzi mężczyźni ubrani tylko w bokserki w dość szybkim tempie ją otoczyli. Castillo na początku nie była pewna tego, co robi, ale po chwili postanowiła wyluzować się i zaprezentować od swojej innej strony. 
     Zaczęła tańczyć do muzyki. Wzbudziła tym dość duże zainteresowanie męskiej publiki, w tym również Leóna, Marco, Diego oraz Federico, którzy weszli w tym momencie pijani do lokalu. 
- Wow, jaka laska. - Skomentował Federico. 
- Zapomnij, jest moja. - Odpowiedział od razu Verdas. Zaczął się jej dokładniej przyglądać. - Nie no, śliczne mają tu striptizerki. 
- No, z tym to ja się zgodzę. - Powiedział pijany Marco. 
- Nie wytrzymam. - Oznajmił pijany szatyn po paru minutach oglądania tańczącej Castillo. - Zaraz tam wejdę na scenę i normalnie ją zgwałcę. 



~*~



     Następnego dnia Violetta obudziła się z dość dużym bólem głowy. Nic nie pamiętając ze wczorajszej nocy, otworzyła oczy. Zamarła. Dostrzegła, że jest w zupełnie innym pomieszczeniu, niż powinna. Na dodatek jedna jej ręka była przypietą do ramy łóżka kajdanką. 
       Kiedy usłyszała, że w łóżku nie jest sama, przeraziła sie. Co prawda miała na sobie wszystkie wczorajsze ubrania, ale leżenie w łóżku z obcym mężczyzną... To było dla niej obrzydliwe. 
        Nagle poczuła, jak coś ją swędzi. Podrapała się po głowie. Poczuła jakiś materiał. Przeraziła sie. Biały kolor... To musiał być tylko welon ślubny, nie było innej opcji. 
        Zaczynała sie czuć coraz paskudniej. Denerwowała sie coraz bardziej na myśl, że wylądowała w łóżku z nieznajomym mężczyzną. Nie miała pojęcia, dlaczego miała na głowie welon.
        Kiedy przeniosła wzrok na swoją prawą rękę, zamarła. Dostrzegła na niej obrączkę.
- O cholera jasna. - Powiedziała cicho do siebie. - Jak to możliwe, że się ożeniłam z kimś podczas wczorajszej nocy? 



~*~



Oddaję rozdział 10 w wasze ręce. 
Od dawna planowałam taką akcję zrobić xD mam nadzieję, że się wam to spodoba xD

W czwartek wyjeżdżam nad morze. Oczywiście biorę ze sobą laptop, więc w wolnej chwili będę pisać dla was kolejny rozdział, więc się nie martwcie ;) Informuję was dlatego, że 11 może pojawić się troszkę później.

Dzisiaj się nie rozpisuję ;)


ROZDZIAŁ 11 = Odpowiednia ilość komentarzy


Czekam na wasze opinie,
xAdusiax 

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 9: Fioletowa żmija

      Ponte wpatrywał się w swoją narzeczoną dość długo. Nie wiedział, jak ma zareagować. Z jednej strony cieszył się i to bardzo. Praca w najlepszej stacji informacyjnej dla każdego dziennikarza to wielkie marzenie. Wiele razy Natalia wspominała mu o tym, jakie to by było wspaniałe mieszkać w Londynie oraz pracować w BBC World News. Wierzył w nią i jej ogromny zapał do tego zawodu.
         Jednak nie chciał jej stracić. Tysiące dzielące ich kilometry byłyby strasznym bólem dla niego. Co z ich ślubem? A co z Danielem, który potrzebuje dwójki kochających się rodziców? 
         Głośno westchnął. Lekko spuścił głowę na dół, lecz zaraz po tym spojrzał na brunetkę, która czekała na jaką kol wiek jego odpowiedź. 
- Lllondyn, tak? - Język zaczął mu się plątać. Kobieta przytaknęła głową. - Pppraca w BBC World News? - Ponownie skiwnęła. 
- Ja wiem kochanie, że to bardzo ciężkie i dla Ciebie, jak i dla nas... Ale zrozum mnie. 
- Wiem, ja to rozumiem, ale co z nami? Z naszym związkiem no i przede wszystkim z Danielem? 
- Będzie tak jak wcześniej. 
- Tylko Ciebie nie będzie obok mnie. - Powiedział ciszej. Brunetka wstała z krzesła i podeszła do niego. Pogłaskała go po policzku.
- Będziemy się spotykać. W każdej wolnej chwili będę do was przylatywać. 
- Nie lepiej by było, jakbyśmy się tam przeprowadzili we trójkę? - Zaproponował. - Nie wytrzymam bez Ciebie. Te pięć lat i tak były dla mnie wielką męką. - Cicho westchnęła. 
- To wspaniała propozycja. - Uśmiechnęła się. - Ale teraz odłóżmy ten temat na bok.. Spędzamy miły i romantyczny wieczór. 
- Jak sobie życzysz. 
- Idziemy? - Przytaknął. 


~*~


       Nadszedł długo wyczekiwany dzień rozprawy. Po kilku dniach spędzonych w jednej z górskiej miejscowości, trójka adwokatów sądziła, że będzie w stanie wygrać rozprawę. Czy to jednak okaże się prawdą? 
       Poprawiła nerwowo togę adwokacką. Lekko zdenerwowana cicho westchnęła. 
- Wszystko okej? - Szepnął jej na ucho Verdas. Spojrzała na niego. 
- Tak, tylko No wiesz... Denerwuje się. 
- Będzie dobrze, wygramy to. - Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. 
- Jak myślisz... - Zawiesiła na chwilkę głos. - Andreas sobie sam poradzi? 
- Tego to nie wiem. Na pewno sobie odpocznie przez te kilka dni. 
- Ta... Jak wrócę, to będę go przepytywać. Za niedługo ma egzamin i musi zdać za pierwszym razem. Innej opcji nie widzę. - Verdas uśmiechnął się do niej. Następnie przybliżył się. - Jesteśmy na sali. - Przypomniała mu tuż przed ich pocałunkiem. Szatyn cicho westchnął i odsunął się. 
- Nie wierze... - Odezwała się Francesca. - Fioletowa żmija, znowu ona. - Mówiła na widok wchodzącej szatynki, która miała na sobie togę prokuratora. Wraz z mężczyzną, który był tak samo ubrany, zajęli miejsca na przeciwko. 
- Kto to? - Spytała niczego nieświadoma Castillo. Włoszka cicho westchnęła. 
- To jest Lara. Dawna miłość Leóna. - Szepnęła. - Byli ze sobą dość długo, jednak potem coś się popsuło pomiędzy nimi. - Violetta spojrzała na Verdasa, który w dalszym ciągu przeglądał rożne papiery. 
- Dlaczego mi nie powiedziałeś o Larze? - Spytała nagle. Jej głos brzmiał zupełnie inaczej. Owszem, była zazdrosna, ale nie chciała, aby Verdas to odczuł. 
         Szatyn spojrzał na nią lekko zdziwiony. Odłożył papiery. 
- Dlaczego, jak się Ciebie kiedyś pytałam o Twoją dawną miłość, nie powiedziałeś mi? - Postanowiła zadać pytanie inaczej. 
- Ona nic dla mnie nie znaczy. - Odpowiedział krótko i spojrzał w stronę szatynki, która siedziała na przeciwko niego. - Ty jesteś dla mnie najważniejsza, a nie jakaś tam... - Spojrzał na Castillo. Violetta słysząc jego miłe słowa, uśmiechnęła się lekko. 
       Swój wzrok odwróciła nagle w stronę Lary. Kobieta była zajęta przeglądaniem papierów. Violetta postanowiła wykorzystać tą chwilę i móc dokładniej się jej przyjrzeć. 
        Zastanawiało ją to, dlaczego niby Francesca nazwała Larę ,,fioletową żmiją". Może choćby na jej makijaż? Rzęsy pomalowane tuszem do rzęs, żadnych cieni, czy eyelinery. Jednak w tym makijażu było coś, co bardzo przyciągało uwagę. Między innymi usta. 
         Dość ciemna fioletowa szminka rzucała się bardzo w oczy. Sprawiała, że to właśnie usta stawały się głównym punktem, gdzie skierowany był wzrok. 
- Fioletowa to już wiem, ale dlaczego żmija? - Szepnęła Castillo Francesce na ucho. 
- Ze względu na jej charakter. - Wyjaśniła. - Trzeba poznać ją bliżej. - Violetta ponownie spojrzała na szatynkę. 
- Proszę wstać, Sąd idzie. - Powiedziała nagle asystentka. Wszyscy zebrani na sali wstali ze swoich miejsc. 
- No to jedziemy... Trzeba skopać im tyłki. - Oznajmiła cicho Violetta.


~*~


     Owinęła swoje ciało szlafrokiem. Do ręki chwyciła szczoteczkę do zębów, na którą nałożyła pastę. Otworzyła drzwi w celu sprawdzenia, czy jej współlokatorka wróciła, jednak się myliła. 
       Violetta postanowiła zebrać brudne naczynia, które były po kolacji. Zaczęła je składać, a następnie kiedy wszystko było gotowe, otworzyła drzwi wyjściowe. Postawiła je na podłodze, jednak musiała zrobić jeszcze dwa kroki do specjalnego wózka, na którym kładzie się brudne naczynia. 
         Cicho westchnęła. Zrobiła dwa kroki i położyła naczynia na odpowiednim miejscu. Odetchnęła z ulgą i odwróciła się w stronę drzwi, które były zamknięte. 
- Cholera. - Powiedziała do siebie i próbowała je otworzyć. - Jaka idiotka ze mnie. 
          Na widok ludzi, którzy zmierzali w stronę swoich apartamentów, zaczęła uderzać ręką w drzwi. 
- Francesca! - Krzyczała. - Otwieraj te drzwi! 
           Niestety to nic nie dawało. Aby dostać się do środka potrzebowała specjalnej karty magnetycznej. Ta zaś została na łóżku Violetty. 
           Miała nadzieję, że Francesca zaraz wróci i będzie mogła się przebrać w normalne ubrania. Ale Włoszki nie było... 
           Na widok Verdasa zmierzającego w stronę swojego apartamentu, postanowiła się schować. Nie chciała, aby widział ją w takim stanie. Przecież miała na sobie tylko szlafrok, nic więcej.. 
          Po chwili wychyliła głowę. Oboje spojrzeli na siebie. Violetta podeszła do Leóna, który wpatrywał się w nią. 
- My byliśmy umówieni? - Spytał z uwodzicielskim uśmiechem, a następnie wskazał na siebie i Castillo. 
- Nie pytaj... Musiałam wynieść brudne naczynia. Drzwi się za mną zamknęły i nie mam gdzie się schować. - Odpowiedziała. 
- Ale.. Masz szczoteczkę. - Zaśmiał się. 
- Tak, mam i nie zawaham się jej użyć. - Zawtórowała mu. - A teraz mogę u Ciebie poczekać? Wiesz... Nie wiem, kiedy Francesca wróci. - Verdas otworzył drzwi. 
- Zapraszam do siebie. - Violetta uśmiechnęła się i weszła do środka. Udała się do salonu, gdzie usiadła na sofie. Obok niej usiadł Verdas. - Wiesz... Zawsze możesz ściągnąć ten ręcznik. - Violetta zarumieniła się. 
- Zboczeniec, jak zwykle tylko o jednym myślisz. 
- Coraz bardziej zaczynam się zapoznawać z Twoim pięknym ciałem. - Wyciągnął rękę w stronę jej policzka. Położył ją i zaczął się przybliżać. - Cholera jasna, ja już dłużej nie wytrzymam.
- Jesteś napalony, nie? Pierwszy raz widzisz kobietę, która ma na sobie sam ręcznik? - Zaśmiała się.
- Nie, pudło. Po raz pierwszy widzę tak piękną kobietę jak ty, która ma na sobie sam ręcznik. - Mówił uwodzicielskim głosem. Violetta zarumieniła się. - Wiesz, ten ręcznik mogę w każdej chwili zdjąć. 
- Ręce przy sobie. - Powiedziała groźniejszym głosem. 
- Spokojnie, przecież żartuje. - Zaśmiał się i odsunął. - Jestem niewinny, Wysoki Sądzie. 
- Dobra dobra, bez żartów. - Zapanowała cisza.
         Po paru minutach usłyszeli ciche pukanie do drzwi. Verdas wstał z sofy i podszedł do drzwi, które otworzył. Na widok Włoszki uśmiechnął się. 
- Jest w środku. - Powiedział od razu. Violetta wstała z sofy i podeszła do drzwi. Brunetka na spojrzała na nią zdziwiona. 
- Potem Ci wyjaśnię. - Powiedziała od razu Castillo. - Dzięki za to, że mogłam się u Ciebie schować. - Zwróciła się do Verdasa. 
- Żaden problem. - Uśmiechnął się. - Wpadaj częściej w ręczniku. 
- Wariat. - Zaśmiała się Violetta i wyszła. 


~*~


       Spojrzała ze łzami w oczach na swojego synka. Przytuliła go jak najmocniej do siebie. 
- Będę tęsknić za Tobą, mamo. - Powiedział cicho. 
- Ja za Tobą też. - Pogłaskała go po policzku. - Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. 
- No właśnie. - Powiedział Maxi, który próbował zgrywać twardego i nie płakać. - Z resztą za tydzień przylecimy do Londynu. 
- Tydzień to dużo! - Mały Daniel tupnął nogą. - Ja chce być z mamą! 
- Kochanie... - Starała się go uspokoić Natalia. - Zobaczysz, tydzień szybko minie. - Daniel nic nie odpowiedział. Brunetka wymusiła na swojej twarzy lekki uśmiech. 
- Pasażerowie lotu 2748 proszeni są do odprawy. - Usłyszeli głos w tle.
- No, na mnie już czas. - Powiedziała Natalia. Podeszła do swojego narzeczonego. - Opiekuj się nim. Zawsze możesz liczyć na pomoc moich rodziców... - Poczuła łzy, które zaczęły spływać do jej policzkach. Przytuliła się do bruneta. On objął ją bardziej swoimi ramionami. - Tak bardzo Cię kocham. - Szepnęła. 
- Ja Ciebie też kocham. - Odpowiedział równie cicho. - Zobaczysz, będzie wszystko dobrze. To tylko tydzień. - Przytaknęła. 
- Tydzień bez Ciebie i Daniela. - Powiedziała zasmucona. - Dobra, muszę już iść. Trzymajcie się. - Ponowie uściskała Maxiego oraz Daniela.   
       Wzięła walizkę i zaczęła iść w odpowiednią stronę. Kiedy znalazła się w samolocie nie mogła się powstrzymać, rozpłakała się. 



~*~


Tak się prezentuje rozdział 9. Jest więcej Leonetty (mam nadzieję, że wam się spodoba). Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się komentarze typu: za mało Leonetty i itd... Teraz jest jej więcej xD
Akcja z ręcznikiem się spodobała? Zobaczycie, co wydarzy się w 10 xD 

Ludzie, mam wakacje i staram się pisać tyle ile mogę.. Na prawdę nie miejcie mi tego za złe, że rozdział pojawia się dopiero teraz. Zrozumcie mnie, na prawdę -_-

Aha.. Bardzo chciałabym podziękować anonimkowi, który podsunął swój pomysł pod ostatnim rozdziałem. Jest świetny, ale tak jak mówiłam póki co go nie wykorzystam (potem na pewno xD) 

Rozdział następny = Odpowiednia ilość komentarzy 

Czekam na wasze opinie, 

xAdusiax

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 8: Cieszysz się, że jedziemy na narty?

       Promyki słońca, które przedzielały się przez rolety, obudziły przepiękną brunetkę z kręconymi włosami. Uśmiechnęła się lekko do siebie i odwróciła na drugi bok.
- Już nie śpisz. - Powiedziała na widok Ponte, który spoglądał na nią z wielką miłością. 
- Jak widać. - Uśmiechnął się. Wyciągnął prawą rękę w jej stronę i pogłaskał ją po policzku. - Jesteś taka piękna. - Szepnął.      
         Nie otrzymał odpowiedzi od Natalii. Kobieta przybliżyła się do niego i pocałowała go delikatnie. 
- Dobra, trzeba już wstawać. - Oznajmiła po oderwaniu. Brunet cicho westchnął. - Trzeba odprowadzić Daniela do przedszkola. - Przytaknął.
         Oboje wstali z łóżka, a następnie przebrali się w swoje codzienne ubrania.
- Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - Spytał podczas zapinania swojej granatowej koszuli.
- Nie, nic specjalnego. - Odpowiedziała. - A co? Jakaś propozycja?
- Może... - Zaczął mówić tajemniczym głosem. - Chcę spędzić miło z Tobą wieczór. - Wyjaśnił.
- Dlatego.. Co?
- Dlatego bądź gotowa. Ubierz się dzisiaj w coś eleganckiego. - Podpowiedział jej. Brunetka przytaknęła głową.
- Teraz chodź. Zjemy śniadanie, zawieziemy Daniela do przedszkola i.. - Przerwał jej.
- Idziemy do pracy. - Przytaknęła.
- Szef ponoć ma jakąś propozycje dla mnie. Pewnie jakaś podwyżka. - Uśmiechnęła się.
- Jesteś najwspanialszą dziennikarką. - Mruknął do niej.
- Dobra.. Chodź. Będę musiała się jeszcze przygotować przed wejściem na wizję. - Zaśmiała się.



~*~



- Hej! - Usłyszała za sobą znajomy głos. Odwróciła się do tyłu i dostrzegła przystojnego bruneta. - Znowu serfujesz? 
- Tak. - Uśmiechnęła się. - A ty? Też serfujesz teraz?
- Oczywiście. - Przeczesał włosy ręką. - Jeżeli chcesz, to możemy razem. Wiesz.. Będzie fajnie.
- Bardzo. - Zaśmiała się. Zaczęła zapinać kombinezon. 
- Pomóc? - Zaoferował swoją pomoc. Blondynka przytaknęła i odwróciła się do niego plecami. Federico podszedł do niej i dopiął do końca kombinezon. 
            Kiedy Ludmiła poczuła jego dotyk na swojej skórze, przymknęła oczy z rozkoszy. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Poczuła szybsze bicie swojego serca. 
- Już. - Mruknął jej do ucha. Odwróciła się do niego i uśmiechnęła. 
- Dzięki. - Związała włosy w wysokiego kucyka. - Na serio dzięki. - Brunet zaśmiał się. 
- Przecież tylko zapiąłem Ci kombinezon. To nic takiego. 
- Ale dla mnie i tak. - Zawtórowała mu. 
           Oboje przez chwilę się śmiali. Ludmiła nawet nie zauważyła, że położyła swoją rękę na jego ramieniu. Kiedy dotarło do niej to, od razu ją zabrała i zarumieniła się delikatnie. 
- Spokojnie.. Nie jestem aż tak gorący. - Zaśmiał się. 
- Masz rację. Parzysz. - Zawtórowała mu. 
            Kolejne dwie minuty spędzili na śmianiu się. Oboje zdali sobie sprawę z tego, że czują się wspaniale w swoim towarzystwie. 
- Omówmy się na drinka dzisiaj. - Powiedział po uspokojeniu się. 
- Jednego. - Pogroziła mu palcem.
- Okej. - Podniósł ręce do góry w geście obronnym. - Jednego, tylko jednego. 
- No dobrze. - Zaśmiała się. - W takim razie dzisiaj wieczorem? - Zaproponowała. 
- Okej.. Dzisiaj wieczorem. - Uśmiechnął się. - A teraz idziemy serfować? Fale są wspaniałe. - Ocenił.
- Tak. Chodźmy. 



~*~



- Nieźle sobie wymyśliłaś. - Powiedział Verdas do Francesci, która siedziała obok niego na miejscu pasażera. 
- No co? - Spytała zdziwiona. - Nie moja wina. Gdybym była chamska, to bym sama was wysłała. Mam męża oraz roczną córeczkę. Nawet nie wiesz, jak ja się boję, czy on sobie poradzi. 
- W sumie.. - Zaśmiał się. - Z Marco nigdy dobrej niańki nie było. 
- No dzięki. - Cicho westchnęła. - Pocieszyłeś mnie i to bardzo. Teraz będę prawie co godzinę do niego dzwonić, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. 
            Verdas cicho się zaśmiał i spojrzał przez lusterko na śpiącą Castillo, która rozłożyła się na tylnych siedzeniach. 
- A ty co? - Spytał. - Cieszysz się, że jedziemy na narty? 
- León. - Skarciła go brunetka. - Ona śpi, nie budź jej. 
- Już mnie obudził. - Powiedziała Violetta, która usiadła i rozciągnęła się. - I tak..  Bardzo się cieszę. 
- No widzisz. 
- Dobra, a teraz tak na poważnie. - Przerwała im Włoszka. - Mamy rozprawę, tak? Musimy się na niej skupić. 
- Dobra, Fran. - Uspokoiła ją Castillo. - Bez nerwów. - Włoszka zaczęła głośno oddychać. 
- Fran sorry, ale nie ródź mi. - Poprosił Verdas. 
- Ona się uspokaja. - Wyjaśniła Violetta. - Nie denerwuj jej. 
- Aale ja jestem spokojna. - Oznajmiła Włoszka. - Marco da sobie radę... On musi. 
- Fran, musisz w niego uwierzyć.. Będzie na pewno dobrze. - Zawiesiła na chwilkę głos. - A teraz skupmy się na tej naszej najnowszej sprawie. 



~*~



      Spojrzała w swoje lustrzane odbicie. Zmartwiona cicho westchnęła. Nie wiedziała, jak to powiedzieć Maxiemu. Oboje przecież planowali już na zawsze zostać w Buenos Aires, a tu jednak stało sie zupełnie inaczej. 
        Propozycja, którą dostała od swojego szefa była nie do odrzucenia. Nowy kraj, mieszkanie, miejsce pracy.. Każdy dziennikarz marzy o tym, aby to właśnie tam pracować. Natalia dostała szansę, której nie mogła zmarnować.
         Kiedy opuściła łazienkę, wróciła do stolika, przy którym siedział Ponte. Spojrzał na nią troskliwym wzrokiem. Widać było w jego oczach zaniepokojenie. 
- Maxi, kochanie... - Zaczęła mowić, kiedy ponownie zajęła miejsce na przeciwko niego. 
- Nie chcesz za mnie wyjść, tak? - Spytał smutny oraz zawiedziony. 
- Misiu, oczywiście, że tak. - zachwyciła go za rękę. Ponte spojrzał na jej pierścionek zaręczynowy, który od kilku minut jest już własnością brunetki. - Tylko musze Ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Dlatego proszę Cię... Nie przerywaj mi. 
- No dobrze. - Spojrzał jej głęboko w oczy. - Powiedz, coś się stało złego?
        Brunetka cicho westchnęła. Przymknęła na chwilkę oczy, które następnie otworzyła. Ścisnęła mocniej za rękę swojego narzeczonego.
- Dostałam dzisiaj propozycje od szefa... - Zaczęła mówić. - Jest wspaniała. Wszystko by było dobrze, gdyby nie to, że muszę się przeprowadzić. - Głośno westchnęła. - Maxi, kochanie.. Dostałam pracę w BBC World News, najlepszej stacji informacyjnej... To marzenie każdego dziennikarza... - Ponownie westchnęła. - Musze się przeprowadzić do Londynu jak najszybciej to możliwe. 


~*~


No i tak się nam prezentuje rozdział 8. 
Na wstępie chciałabym powiedzieć coś na temat rozdziałów. Tak jak wszyscy doskonale wiemy, zaczęły się wakacje.. Czasu mam dość dużo, więc w każdej wolnej chwili piszę dla was rozdział ;) Będę sie je starała publikować częściej (chociaż to zależy od komentarzy :P ).

Fedemiła się poznaje… Będzie coś więcej z ich przyjaźni? ;) 
Postanowiłam zrobić z Naty dziennikarkę. W takim wydaniu chyba jeszcze jej nie było na żadnym innym blogu xD Mam nadzieję, że przypadnie ona wam w takim wykonaniu xD 
Nasza Leonetta jedzie sobie z Francescą w góry. Czy podczas tego całego wyjazdu zaiskrzy pomiędzy Violettą a Verdasem? Powiem tylko tyle.. Na pewno coś się wydarzy, ale czy to będzie miało wpływ na ich relacje? 
To wszystko w najbliższych rozdziałach się wyjaśni. 



Więcej komentarzy = Szybciej NEXT


Czekam na wasze opinie,

xAdusiax

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 7: Jesteś Rosjanką?

     Słońce. Lato. Plaża. Ogromne fale do serwowania. Przystojni mężczyźni. To właśnie uwielbiała Ludmiła Verdas. Serwowanie dla niej to coś niesamowitego. Ta pasja, energia, fale.. Uwielbiała moment stawania na desce i płynięcia po ciepłej wodzie. Same Hawaje zawsze ją do tego zachęcało oraz przyciągało.
      Któż by w końcu pomyślał, że to właśnie ona, kobieta która na co dzień nie wyobraża sobie dnia bez szpilek, będzie miała zupełną inną drugą stronę? Delikatny makijaż, włosy wyprostowane, sportowe ubrania.. Tak właśnie wyglądało drugie oblicze Ludmiły Verdas. 
       Jej rodzice nigdy nie akceptowali pasji swojej córki. Bali się o nią. Nie chcieli, aby zdarzyło się jej coś strasznego. Wiadomo, jest to niebezpieczny sport. Jeden wypadek i już, mogłaby się pożegnać ze światem mody, który tak dużo dla niej znaczy.
        Do Buenos Aires miała wracać za dwa dni. Wykupiła już dawno bilet lotniczy. Planowała tuż po powrocie zaprojektować kilka nowych ubrań do swojej najnowszej kolekcji, która za kilka miesięcy zabłyśnie na paryskim Fashion Week'u. 
         Zapięła do końca swój kombinezon. Poprawiła rozpuszczone włosy i głośno westchnęła. Przypomniała sobie wszystko po kolei, co powinna robić. Już po chwili była gotowa.
         Ruszyła w stronę wody. Weszła do niej i przez chwilę szła dnem morza. Następnie położyła się na swojej błękitnej desce i zaczęła pracować rękami. Szło jej świetnie. Kiedy znalazła się na odpowiedniej odległości odwróciła się i stanęła na desce. Zaczęła serfować.
          Po kilku godzinach, kiedy była zmęczona, wyszła z wody. Okryła się suchym ręcznikiem i zdjęła mokry kombinezon z siebie. Przez chwilę stała w takiej pozycji. 
           Kiedy wysuszyła się, zebrała wszystkie swoje rzeczy i zaczęła kierować się w stronę wyjścia. Nagle zatrzymał ją głos mężczyzny. 
- Dobra jesteś. - Powiedział brunet po angielsku. W drugiej ręce miał swoją deskę. 
- Dzięki. - Oznajmiła i uśmiechnęła się. - Chociaż według mnie było zupełnie inaczej. 
- Uwierz mi, że byłaś wspaniała. Jedyne co, to chyba trzeba by było ją bardziej ukształtować.
- Wiesz, gdzie mogłabym to zrobić? - Spytała z nadzieją. 
- Tak. Wiem nawet u kogo. - Uśmiechnął się uwodzicielsko. - To ja. Znam świetne miejsce.
- Okej.. - Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - A mogłabym wpaść i popatrzeć?
- Oczywiście. Możesz mnie znaleźć w Offshore. Wpadnij dzisiaj wieczorem. - Blondynka lekko przygryzła dolną wargę.
- Okej. W takim razie jesteśmy umówieni. - Przytaknął. - Miłego serfowania. Fale są dzisiaj wspaniałe.
- Dzięki. Zaraz je przetestuję. - Przeczesał włosy. - W takim razie widzimy się wieczorem. - Oznajmił i ruszył w stronę plaży.
            Ludmiła stała w miejscu przez dłuższą chwilę i obserwowała przystojnego bruneta, który wchodził do wody. Nie mogła zaprzeczyć. Był przystojny i to nawet bardzo. W jej myślach zawitał mężczyzna, którego poznała przed chwilką.



~*~


      
- Miałaś rację z Francescą. - Usłyszała za sobą głos Verdasa. Odłożyła papiery na bok i spojrzała na niego. - Ja bym na to nie wpadł. 
- Przecież Ci mówiłam, że wrobiła nas w to. - Odpowiedziała Violetta. - Będziesz chodzić w zimowych kurtkach. A teraz jakbyś mógł, to wyjdź z mojego gabinetu. -  Poprosiła. 
- Nie rozumiem. - Wszedł do jej gabinetu. Kobieta głośno westchnęła.
- Posłuchaj... - Zaczęła mówić. - Czepiasz się mnie od jakiegoś tygodnia normalnie o wszystko. To zrobiłam Ci za zimną herbatę, to za słodką kawę... Gościu, ja nie jestem Twoją jakąś kelnerką, czy służącą. Andreas Ci nie odpowiada, chociaż jest on naszym asystentem. 
- Jest Twoim aplikantem. - Poprawił ją. 
- No tak. Jestem jego patronką. - Zawiesiła głos. - A co? Czyżbyś był zazdrosny? - Spytała po chwili z lekkim uśmiechem. 
- Ja? - Wskazał na siebie. - Niby dlaczego?
- Bo spędzam więcej czasu z nim, jest zabawny i takie tam.. - Zaczęła wymieniać. 
- Dobra, dobra.. - Zastopował ją. - O co Ci chodzi?
- O to, że nie chce mi się z Tobą gadać. - Wyjaśniła. - Muszę się spakować, a ty mnie jeszcze tutaj zatrzymujesz w pracy. 
- To teraz będziesz na mnie obrażona, tak? - Machnął rękami. - Mamy udawać parę, a ty się obrażasz! 
- No bo mam powody, żeby się obrazić! - Podniosła głos. - Poza tym już nie musimy udawać. Od wesela minęły dwa miesiące. Jesteś wolny, nie zmuszam Cię. - Podeszła do niego. - Wyświadczyłeś mi wielką przysługę, jestem Ci bardzo wdzięczna. 
- Serio? - Złapał ją za rękę. - W takim razie ty teraz mi wyświadcz przysługę. 
- Jaką? - Nie otrzymała odpowiedzi. Verdas przybliżył się nagle i pocałował ją namiętnie. Była zaskoczona tym, jednak oddała pocałunek. 
      Oderwali się od siebie dopiero po kilkunastu minutach. Odsunęli się. Przez jakiś czas oboje się do siebie nie odzywali. 
- Co to było? - Spytała po dłuższej chwili ciszy. 
- Pocałunek. - Odpowiedział. 
- León, ja na serio nie wiem... - Westchnęła. - Zrozum to. 
- Rozumiem.. Ale ty też zrozum mnie. Od dłuższego czasu chciałem Ci to powie... 
        Oboje usłyszeli pukanie do drzwi. Cicho westchnęli. Castillo podeszła do drzwi, które otworzyła. Na widok Heredi z bukietem czerwonych zaniemówiła. Kiedy poczuła rękę Verdasa na swojej talii, uspokoiła się trochę. Wiedziała, że jest z nią. 
- Tomas, czego ty tu szukasz? - Spytała. 
- Możesz nas zostawić samych? - Zwrócił się do Verdasa. 
- Nie. - Odpowiedział. - To moja dziewczyna i to ty powinieneś nas zostawić samych. 
- To prawda. - Poparła go Violetta. - Nie mam żadnych tajemnic przed Leónem. Więc mów po co przyszedłeś i idź, albo nie tłumacz się i od razu wracaj do Veronici. 
         Heredia nie odpowiedział. Westchnął głośno i wyszedł z kancelarii adwokackiej. Kiedy Verdas i Castillo usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi, odetchnęli oboje z ulgą. 
- Dzięki. - Powiedziała jako pierwsza. 
- Spoko, od tego mnie raczej masz. 
- Tak. Za to Ci dziękuję. - Przytuliła się do niego. Szatyn odwzajemnił uścisk. - Mogę dzisiaj u Ciebie spać? Wiesz, jeżeli Heredia przyjdzie dzisiaj do mnie, to nie będzie fajnie. 
- Okej. - Pocałował ją w policzek. - Śpisz dzisiaj u mnie i ze mną. - Spojrzała na niego zdziwiona. - Zrobimy coś. - Szepnął. Castillo wywróciła oczami i uderzyła lekko Verdasa w ramię. León zaczął udawać, że go to bolało. - Ej, powinnaś chyba pójść w sport, a nie na prawo. - Zaśmiał się. Kobieta zawtórowała mu i powtórzyła poprzedni ruch. - Noo... Niegrzeczna dziewczynka. 
- Zamkniesz się wreszcie? - Spytała z uśmiechem.
- Kotku, spokojnie. - Wywróciła oczami.
- Tak tak, kotku... Ogarnij się.  - Poprosiła go. - A teraz chodź, jedziemy do Ciebie.
- Szykuje się gorąca noc.
- León! - Krzyknęła.
            Verdas uśmiechnął się. Podszedł bliżej niej.
- Lubię to, jak się na mnie złościsz. Wtedy tak słodko marszczysz swój nos. - Lekko się zarumieniła. - I słodko się rumienisz. - Szepnął.
- Dobra, chodźmy już. Jutro rano będę się musiała spakować. - Westchnęła.
- Taa.. Francesce zachciało się jazdy na nartach.
- Nie zachciało jej się. To nie nasza wina. A teraz chodź. - Chwyciła go za rękę.



~*~



            Blondynka po jakiejś godzinie wróciła do Offshore, gdzie umówiła się z przystojnym brunetem. Nadal ją ciekawiło to, jak się nazywa. Była pewna, że jest w nim zakochana. Za każdym razem, kiedy spoglądał jej głęboko w oczy, albo uśmiechał się, czuła jak jej serce szybciej bije. 
            Dostrzegła mężczyznę, który stał bez koszulki w samych spodniach. Przed nim na drewnianym stole leżała błękitna deska należąca do Ludmiły. W pewnej chwili brunet spojrzał na nią. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie. 
- Nie będę Ci przeszkadzać. Chciałam popatrzeć, jak pracujesz. - Wyjaśniła. Brunet odwrócił deskę. Zaczął opowiadać po kolei o wszystkich czynnościach, które wykonał. Ludmiła przez cały czas wpatrywała się w jego przepiękne piwne oczy. Nie potrafiła oderwać od nich wzroku. 
- A tak w ogóle, to jak się nazywasz? - Spytał. Verdas powróciła do rzeczywistości. Poprawiła włosy. 
- Cco? - Brunet zaśmiał się uroczo. - Jak się nazywasz? - Powtórzył pytanie. 
- Ludmiła. - Odpowiedziała. 
- Jesteś Rosjanką? - Pokręciła przecząco głową.
- Jestem Argentynką. - Oznajmiła.
- Ciekawe.. Jestem Włochem, ale na co dzień mieszkam w Argentynie. - Zatonęła ponownie w jego przepięknych piwnych oczach.
- Mmmieszkam w Buenos Aires.
- Tak samo jak ja. - Uśmiechnął się. - A, nie przedstawiłem się. - Odłożył deskę i podszedł do niej. - Jestem Federico. - Wyciągnął rękę w jej stronę.
              Federico. Blondynka zdała sobie sprawę, że to imię będzie teraz krążyć w jej głowie przez cały czas.
- Bbardzo ładne imię. - Wyznała.
- Tak samo jak Twoje, Ludmiło. - Uśmiechnął się uroczo.  



~*~
Więcej komentarzy = Next 

Hej, ktoś mnie jeszcze pamięta? xD
Ja wiem, dawno nie było rozdziału (musicie mi wybaczyć), ale nie miałam czasu. Teraz, kiedy go znalazłam, postanowiłam w końcu dokończyć dla was 7 ;) 
Nowa twarz Ludmiły, ktoś by pomyślał, że nasza blondynka będzie miała taką drugą pasję? Co z Federico? ;) 
Czy podczas wyjazdu w góry Leóna, Violetty oraz Francesci coś się wydarzy? 



Czekam na wasze opinie,
xAdusiax 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 6: Jestem przystojny

       Nadszedł długo wyczekiwany dzień przez Violettę oraz Leóna. Oboje mieli zjawić się na ślubie Tomasa Heredii, na którym będą musieli udawać szalenie w sobie zakochanych młodych ludzi. Wiedzieli, że jeżeli coś pójdzie nie tak, wszystko się wyda.
       Szatynka poprawiała właśnie swoją beżową sukienkę, którą wybrała na dzisiejszy dzień. Najbardziej jej się spodobała. Kiedy poprawiła włosy, usłyszała dzwonek do drzwi. Cicho westchnęła, a następnie ruszyła w ich stronę, aby je otworzyć. Przed naciśnięciem klamki przymknęła na chwilę oczy. Następnie otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się Verdas ubrany w garnitur. Wyglądał olśniewająco. Castillo przez chwilę stała w miejscu i podziwiała go. Na ziemię sprowadził ją głos szatyna.
- Wszystko okej? - Spytał z uwodzicielskim uśmiechem. - Wiem, że jestem przystojny, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo.
- Na serio, przesadzasz. - Wzięła do ręki torebkę. - Idziemy? - Nie otrzymała odpowiedzi. Wzrok szatyna był skupiony na jej biuście. - Co ty robisz zboczeńcu?
- Wydłużam sobie życie o 20 minut. - Oznajmił i spojrzał na nią.
- Patrząc na moje piersi?! - Przytaknął. - Wariat. - Wyszła z domu.
- Twój wariat. - Zauważył. Wywróciła oczami, a następnie zamknęła dom. - Zapraszam na przejażdżkę. - Spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem. - No co? Myślałaś, że pójdziemy pieszo? - Spytał zdziwiony.
- Nie ważne. - Cicho westchnęła.
          Doszli do sportowego samochodu szatyna. Oboje wsiedli do środka, a następnie zaczęli jechać pod odpowiedni adres.
         Oboje się do siebie nie odzywali podczas jazdy. Co jakiś czas jedynie spoglądali kątem oka na drugą osobę.
- Masz mu to za złe? - Spytał po chwili.
- Ale co?
- Za to, że ma inną i oboje biorą dzisiaj ślub. - Wyjaśnił. Kobieta cicho westchnęła.
- Jego życie, jego sprawa. Tomas i ja to już przeszłość i nic ani nikt nie naprawi tego, co było pomiędzy nami. Po prostu... A to, że się dzisiaj żeni... Nic nie mam do tego.
- Na pewno? - Zadał pytanie dla pewności. Castillo przytaknęła. - No okej.
- Pamiętaj, że mamy odgrywać szalenie w sobie zakochanych. - Przypomniała mu.
- Kochanie... - Zaczął mówić uwodzicielskim głosem. - O to się nie martw, ja o wszystkim pamiętam.  - Uśmiechnęła się lekko do siebie.



~*~



           Weszli do środka kościoła, trzymając się za ręce. Oboje uśmiechali się do siebie, byli szczęśliwi. Dostrzegli stojącego przy ołtarzu bruneta, który patrzył na nich z zazdrością. Castillo lekko się uśmiechnęła do niego, a następnie wraz z Verdasem zajęła miejsce.
          Zanim rozpoczęła się cała uroczystość, Heredia kilka razy spoglądał w stronę szatynki. Nie mógł tego ukryć, czuł się zazdrosny i to bardzo. Nie sądził, że jego była narzeczona odnajdzie ponownie szczęście u innego mężczyzny, którym okazał się być Verdas. 
          Castillo spuściła lekko głowę na dół. Spojrzała na złączoną jej dłoń z Verdasem. Czuła się dobrze przy nim.
- Kochanie, wszystko dobrze? - Szepnął jej na ucho León. Kobieta spojrzała na niego z uśmiechem i przytaknęła.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że będziemy musieli się kiedyś pocałować? - Spytała równie cicho. Mężczyzna uśmiechnął się, a następnie przybliżył i delikatnie musnął jej policzek.
- Wiem. - Oznajmił po oderwaniu. - Ale może na weselu, dobrze? Nie będziemy przecież się całować w kościele. - Przytaknęła.
- Masz rację. Tylko przypominam.
- Dobrze kochanie, dobrze.
           Kilka minut później rozpoczęła się ceremonia zaślubin. Wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji.
           Po ceremonii wszyscy pojechali na wesele, które odbyło się w luksusowym hotelu pięciogwiazdkowym. Jako pierwsi do środka weszli Państwo Młodzi, a za nimi pozostali goście.
- To co, kiedy? - Szepnął Verdas Violettcie na ucho, kiedy wszyscy trzymali w ręku kieliszek szampana.
- Za chwilkę. - Odpowiedziała. Wznieśli toast, po czym napili się. Odstawili puste kieliszki na srebrne tace.
          León oraz Violetta spojrzeli na siebie. Oboje cicho westchnęli i zaczęli się przybliżać.
- Ty w lewo, ja w prawo. - Szepnęła cicho, kiedy znajdowali się już blisko siebie. Ich usta dzieliły milimetry. Oboje czuli swoje oddechy.
- Okej. - Szepnął i pocałował ją delikatnie. Castillo oddała po chwili pocałunek. Ku jej zdziwieniu poczuła się wspaniale, podczas całowania Verdasa. Było jej jeszcze lepiej niż kiedyś z Heredią.
          Po oderwaniu oboje spojrzeli sobie głęboko w oczy. Uśmiechnęli się lekko do siebie. Szatynka wyciągnęła rękę i pogłaskała Verdasa po policzku, na co on odpowiedział jej jeszcze szerszym uśmiechem.
- Kocham Cię. - Powiedział po chwili.
          Kocham Cię. Tak dużo znaczące słowa w życiu każdej kobiety padły właśnie z ust Verdasa. Castillo wiedziała, że León nie mówił tego szczerze. Pomimo tego na jej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
- Ja Ciebie też kocham. - Odpowiedziała po pewnym czasie.



~*~



            Oboje poruszali się w rytm muzyki spoglądając sobie głęboko w oczy. Co jakiś czas uśmiechali się oraz składali na swoich ustach namiętne pocałunki. 
- Violetta. - Usłyszała za swoimi plecami głos Heredii. Cicho westchnęła, a następnie odwróciła się w jego stronę. Verdas stanął obok niej i objął ją w talii. 
- Coś się stało? - Spytała. 
- Nnie.. - Spojrzał na Verdasa. - Mógłbym ją porwać na chwilkę do tańca? 
              Szatyn spojrzał na Violettę, która zrobiła to samo. Przybliżył się do jej ucha. 
- Będzie dobrze. - Szepnął. - Jakby co, to jestem obok Ciebie. - Violetta pocałowała go w policzek. - Dasz radę. - Oznajmił z uśmiechem, następnie spojrzał na Heredię. - Jest Twoja, ale nie na długo. - Dodał i odszedł. 
             Tomas podszedł do Violetty, chwycił ją za ręce i oboje zaczęli poruszać się w rytm powolnej muzyki. Przez dłuższą chwilę żadne z nich się nie odzywało. Nie wiedzieli, jak zacząć rozmowę. 
- A więc Verdas. - Odezwał się po pewnym czasie brunet. 
- Tak. - Oznajmiła z lekkim uśmiechem. - A coś się stało? 
- Nie, nic.
- Jak Ci się układa z Veronicą? - Postanowiła zmienić temat. 
- Wspaniale. 
- Mam nadzieję, że stworzycie razem wspaniałą rodzinę. Przede wszystkim szczęśliwą. 
- To samo Ci również życzę. 
- Dzięki.. 
              Kiedy muzyka dobiegła końca, od razu się od siebie oderwali. Castillo bez słowa wróciła do Verdasa, który ją przytulił.
- Wszystko okej? - Spytał troskliwym głosem. Kobieta cicho westchnęła. 
- León.. - Zaczęła. - Nie mam ochoty dzisiaj na wesela. Możemy wrócić do domu? 
- Oczywiście. - Chwycił ją za rękę. - Chodźmy. 



~*~



Kolejny rozdział. Czy mi się podoba? Szczerze, to nie.. Nudny, denny, nieciekawy... Nie miałam jakoś pomysłu zbytnio na niego :/ Przepraszam was, wiem.. MASAKRA

Tak jak widzicie, Leonetta zaliczyła swoje pierwsze beso.. Czy coś więcej rozkwitnie z tego ,,romansu''? Póki co nie zdradzę, sami się przekonacie w najbliższych rozdziałach. 

Czekam na wasze opinie (spoko, możecie krytykować)

xAdusiax 

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 5: Pozwól mi

        Doszła do posiadłości swojej przyjaciółki. Poprawiła sukienkę, a następnie zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Po chwili otworzyła jej blondynka. Obie przywitały się ze sobą, a następnie udały w stronę salonu, gdzie usiadły na sofie. Zaczęły rozmawiać na przeróżne tematy. Bawiły się przy tym świetnie.
- Wiesz, ostatnio kupiłam super stroje kąpielowe. - Postanowiła zmień temat Ferro.
- Tak? - Zaciekawiła się Castillo. - Jakie?
- A tam są. - Wskazała na dwa komplety leżące na sofie. - Jak chcesz, to możesz je przymierzyć. - Szatynka przytaknęła. Podeszła do miejsca, na którym leżały oba stroje kąpielowe. Wybrała granatowy.
- W takim razie zaraz wracam. - Oznajmiła i ruszyła wraz z nim do łazienki, gdzie się przebrała. Wróciła po kilku minutach do salonu, gdzie pokazała się swojej przyjaciółce.
- No, no... - Zaczęła blondynka. - Pośladki masz cudne, tak samo jak brzuch i nogi... - Castillo obróciła się. - Ślicznie na Tobie leży. - Podsumowała.
- Dzięki. - Uśmiechnęła się szatynka.
- Teraz weź drugi. - Wcisnęła jej tym razem czerwone bikini. Castillo obejrzała je dokładnie. Następnie przytaknęła i wyszła z salonu. Ponownie udała się do łazienki, gdzie przebrała się. Założyła czerwone bikini i dokładnie się przyjrzała swojemu odbiciu. Podobał jej się owy strój i to bardzo.
        Poprawiła włosy, a następnie wyszła z łazienki. Udała się do salonu.
- No ależ oczywiście. - Usłyszała głos Leóna. Lekko się uśmiechnęła.
- Spoko. Mama i tata ucieszą się w takim razie. - Odpowiedziała Ferro. Castillo postanowiła wejść do pomieszczenia.
- Mam taką nadzie... - Nie dokończył. Zaniemówił na widok Castillo stojącej w czarnych szpilkach oraz do tego czerwonym bikini. Nie wiedział co powiedzieć, spodobała mu się Violetta i to bardzo. Nie mógł tego ukrywać, od dawna był w niej szaleńczo zakochany. Nigdy nie widział jednak jej aż tak ubraną. - WOW. - Dokończył. Szatynka uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko.
- Okej. - Zaczęła mówić blondynka. - To ja pójdę do sklepu. Skończył mi się krem do twarzy. - Oznajmiła i szybko wyszła z posiadłości.
        Castillo oraz Verdas spojrzeli na siebie. Przez chwilkę żadne z nich się nie odzywało.
- Wiesz.. - Zaczął mówić szatyn. - Mówiłem Ci, że kiedyś zapoznam się z Twoim ciałem. - Szatynka zarumieniła się. - Ale nie sądziłem, że to się stanie aż tak szybko.
- Przeginasz. - Skarciła go. Szatyn zrobił krok w jej stronę.
- Pozwól mi się zapoznać.. Z całym Twoim ciałem. - Mówił uwodzicielskim głosem.
- León... - Upomniała go ponownie.
- No co? Nie będę ukrywać.. Jesteś seksowna. Masz piękne ciało, głos.. Jesteś idealna. - Ponownie zrobił krok w jej stronę.
- Dobra kotek, nie rozpędzaj się za bardzo.
- Kotek? - Spytał z uwodzicielskim uśmiechem.
- No co? Wcześniej powiedziałeś do mnie kochanie, no to ja mogę mówić do Ciebie kotek. Poza tym jesteś moim udawanym chłopakiem, a tak się mówi w związkach. - Przytaknął. Pocałował ją w policzek.
- Chętnie bym skoczył z Tobą do łóżka. - Mówił wodząc ręką po jej ramieniu. Castillo czuła przyjemne delikatne mrowienie, które było spowodowane jego dotykiem. Nigdy nikt oprócz Tomasa tak na nią nie działał, jak w tym momencie Verdas. 
- Nie dziś. - Ocknęła się po chwili.
- Ale kiedyś. - Zaproponował.
- Może... - Odpowiedziała tajemniczo. - A teraz pójdę się już lepiej przebrać. - Odwróciła się.
- Zaczekaj. - Zatrzymał ją. Odwróciła się. Spojrzała na niego. - Pozwól mi jeszcze raz spojrzeć na seksowną Panią mecenas w czerwonym bikini. - Westchnęła.
- Przesadzasz.
- Ja tak nie uważam. - Wywróciła oczami.
- Dobra, idę się już przebrać. - Oznajmiła i poszła do łazienki, gdzie przebrała się w swoje ubrania.


~*~


           Wysiadła ze swojego samochodu. Schowała klucze do torebki, a następnie zaczęła iść pod odpowiedni budynek, gdzie mieściła się kancelaria adwokacka. Tuż przed wejściem do kamienicy dostrzegła mężczyznę, który wieszał tabliczki, na temat lokalu. Zatrzymała się. Przyjrzała się im dokładniej. Zdziwiła ją pewna rzecz. 
- Ja przepraszam.. - Postanowiła zapytać mężczyznę. - A dlaczego moja tabliczka jest na samym dole? 
            Mężczyzna zaprzestał wykonywać czynności, spojrzał na szatynkę. 
- Ta? - Spytał wskazując na tabliczkę z imieniem oraz nazwiskiem Castillo. 
- Tak. 
- A to ten Pan. - Wskazał na tabliczkę Verdasa, która znajdowała się na samej górze. - Kazał, aby było w kolejności alfabetycznej. - Zdziwiła się.
- Przepraszam, ale jaka tu jest kolejność alfabetyczna? Od kiedy to jest poprawnie? Verdas, Resto i na samym dole Castillo? - Mężczyzna głośno westchnął 
- Proszę Panią. Ja tu takie dostałem zlecenie, które wykonuję. Ten Pan mi kazał i już. Ja wykonuję swoją pracę.. A poza tym.. - Zawiesił na chwilę swój głos. - Jest alfabetycznie. 
- Serio? - Spytała zdziwiona. - Chyba dla chińczyków. 
- No jest. Od tyłu. - Wskazał. Kobieta zrezygnowana cicho westchnęła, a następnie odeszła. 
            Weszła do środka kancelarii zdenerwowana. Postanowiła odszukać Verdasa. 
- Jest już Verdas? - Spytała Andresa, asystenta. Brunet spojrzał na nią, a następnie pokiwał przecząco głową. - Dobra, jakby co, to powiedz mu, że jestem u siebie. - Oznajmiła i ruszyła w stronę swojego gabinetu. 
             Po kilku minutach wyszła z pomieszczenia i wróciła do biurka, przy którym siedział brunet. 
- Młody... - Zaczęła. - Jak tam Twoja nauka? 
- Dobrze. - Oznajmił. 
- Dobrze? Wiesz, jestem Twoją patronką i martwię się. 
- To się nie martw aż tak bardzo. - Zapewnił ją z uśmiechem.
- Masz zdać egzamin śpiewająco, rozumiemy się? - Przytaknął. - To dobrze. 
- Przecież mam go dopiero za trzy miesiące. 
- Lepiej mnie słuchaj i nie rób tak jak ja. 
- To znaczy jak? - Spytał zdziwiony. 
- Nie odkładaj wszystko na ostatnią chwilę. Potem nie zdążysz. - Brunet przytaknął. - No pięknie. Mój aplikant ma zaliczyć wszystko na sto procent. - Uśmiechnęła się i podeszła do ekspresu. Tuż przed naciśnięciem guzika, zatrzymał ją głos bruneta. 
- Nie działa. - Oznajmił. 
- Jak to nie? - Spytała zdziwiona. 
- No normalnie. Mecenas Verdas powiedział, że nie działa.
- Przecież miał go naprawić! - Krzyknęła i odstawiła kubek na miejsce. Westchnęła głośno i przymknęła na chwilkę oczy. - Będę u siebie. - Oznajmiła i ruszyła w stronę swojego gabinetu.
             Po godzinie pracy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Poprawiła włosy.
- Proszę. - Oznajmiła. Drzwi zaczęły się otwierać. Dostrzegła Verdasa.
- Hej. - Odpowiedział. Wszedł do środka i zamknął drzwi. - Ponoć chciałaś ze mną rozmawiać. - Szatynka przytaknęła, a następnie wstała z fotela.
- Ten numer z tymi tabliczkami.. - Zaczęła mówić.
- Nabrałaś się. - Przyznał z uśmiechem.
- Co? - Spytała zdezorientowana. - Na co się nabrałam?
- Ten gościu miał tak specjalnie to ustawić. - Wyjaśnił. - Spokojnie Pani mecenas. Pani nazwisko będzie pierwsze. - Uśmiechnęła się lekko, a następnie delikatnie szturchnęła szatyna. - Ej, a to co? Podrywa się mnie tak? - Zaśmiała się.
- Jesteś wariatem. - Przyznała.
- Dobra, muszę wracać do siebie... - Przytaknęła. - Jakby co, to krzycz, ale nie jęcz. - Zażartował.
- Wariat! - Krzyknęła i zasiadła za biurkiem. Verdas uśmiechnął się do niej uwodzicielko, a następnie wyszedł z gabinetu.



~*~

Mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że spodoba wam się Andreas w roli aplikanta Violetty xDD
W następnym rozdziale coś się wydarzy, a co to będzie? Sami się dowiecie ;*


Czekam na wasze opinie,

xAdusiax

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 4: Zaparło Ci dech w piersiach?

     
Rozdział dedykuję... Nath

      Szatynka od kilkunastu minut siedziała i wpatrywała się w swojego najlepszego przyjaciela, który zamilkł. Bała się, że szatyn jej odmówi. Nie chciała tego.
       Cicho westchnęła. Spuściła na chwilę lekko głowę na dół. Następnie dotarło do niej to, co powinna była zrobić. Poprawiła torebkę, a następnie wstała. Spojrzała ponownie na Leóna.
- Violetta.. - Zaczął mówić.
- Nie Leon. - Przerwała mu. - Ja Cię rozumiem. Przepraszam, że wyskoczyłam z czymś takim, nie powinnam była. Jestem idiotką, kto zgodziłby się na udawanie chłopaka? - Zawiesiła na chwilę głos. - Zapomnij o tym, nie było rozmowy. - Zaczęła iść w stronę drzwi.
- Ale ja się zgadzam. - Oznajmił. Odwróciła się i spojrzała na niego.
- Zgadzasz się na to, aby udawać mojego chłopaka? - Spytała dla pewności. Verdas przytaknął, a następnie podszedł do niej. - Jak ja Ci się odwdzięczę?
- Po prostu... - Zaczął mówić uwodzicielskim głosem. - Kiedyś.. dasz mi się zapoznać ze swoim ciałem. - Spojrzała na niego poważnym wzrokiem, a następnie lekko uderzyła w prawe ramię.
- Przeginasz. - Skarciła go.
- Przepraszam Wysoki Sądzie. - Zaczął się bronić. Zaśmiała się.
- Spoko. - Uśmiechnęła się. - Ale na serio przegiąłeś.
- Dobrze, już przepraszam.
         Przytuliła się do niego. León odwzajemnił od razu uścisk.
- Tylko wiesz.. - Zaczął po chwili. - Na tym jego całym weselu, będziemy musieli się całować..
- Wiem to. - Odpowiedziała krótko.
- Może wcześniej umówimy się na taką małą próbę? - Zaproponował. Oderwała się od niego. Spojrzeli sobie prosto w oczy.
- Mam rozprawę za niedługo... Teraz jestem na niej skoncentrowana.
- Jasne, rozumiem to. Sam mam też za niedługo sprawę..
- No właśnie. Oboje powinniśmy zająć się przygotowaniem do niej, a dopiero potem udawaniem miłości. - Przytaknął.
- W takim razie zdzwonimy się.
- Tak, zdzwonimy się. - Powtórzyła i pocałowała go w policzek. - Dzięki jeszcze raz, jesteś niesamowity.
- Proszę. - Uśmiechnął się. - Przyjaciele sobie pomagają w trudnych chwilach. Ty mi też kiedyś pomożesz. - Przytaknęła.
        Odwróciła się. Zaczęła kierować w stronę drzwi.
- W takim razie... Będę dzwonić.
- A ja będę czekać.
       Otworzyła drzwi i ponownie pocałowała jego policzek.
- Cześć.
- Cześć. - Powtórzył i zamknął za nią drzwi.


~*~


       Nadszedł długo wyczekiwany dzień rozprawy. Castillo od samego rana trochę się denerwowała. Nie ukrywała tego, zależało jej bardzo na wygranej. Chciała, aby to wszystko co mówił jej klient, okazało się być prawdą. 
       Wyjechała windą na drugie piętro. Poprawiła swoją granatową bluzkę. Od razu podszedł do niej jej klient. Przywitali się ze sobą.
- Wszystko w porządku? - Spytała. 
- Ttak.. Tylko trochę się denerwuję. - Oznajmił. 
- Spokojnie Pani Maximilianie. - Poklepała go po ramieniu. - Będzie dobrze. 
- A co jeśli nie? - Westchnęła. 
- Panie Maximilianie. Jeżeli jest to pański syn, to na pewno wszystko pójdzie dobrze. 
        Dostrzegła nagle, jak z windy wychodzi León, ubrany w togę adwokacką. Przerażona postanowiła do niego podejść. 
- Przepraszam, zaraz wracam. - Oznajmiła i podeszła do swojego przyjaciela. - Co ty tu robisz? - Spojrzał na nią. 
- O, hej... - Zaczął mówić. - Zaraz mam rozprawę. - Otworzyła szerzej oczy. 
- Cccco.. Ttty? - Wskazała na niego. 
- Tak, ja. - Uśmiechnął się. - A co, zaparło Ci dech w piersiach na widok mnie w todze adwokackiej? - Prychnęła. 
- Weź, nie żartuj. - Zaśmiała się. - Tak się składa, że bronię Maximiliana Ponte. 
- Więc.. Walczymy dziś przeciwko sobie. - Westchnęła. - Bronię Jeremisa. 
- No pięknie... Mieliśmy udawać, że ze sobą chodzimy, a tym czasem... Walczymy przeciwko sobie w sądzie. - Przybliżył się do niej. 
- Taki jest to urok być adwokatem, kochanie. - Szepnął. Spojrzała na niego poważnym wzrokiem. - No co? Będziesz musiała przyzwyczaić się do tego, jak będę mówić słodkie słówka do Ciebie. - Przytaknęła. Odsunął się. Poprawił togę. - W takim razie życzę powodzenia Pani mecenas. - Oznajmił normalnym głosem. 
- Ja również. - Uśmiechnęła się i wróciła do swojego klienta. 
- I co? - Spytał. - Jest dobry, zna go Pani? 
- Czy jest dobry? - Zawiesiła głos. - Sami się zaraz przekonamy. Wiem tylko to, że skopiemy im tyłki. - Oznajmiła pewna siebie. Brunet uśmiechnął się. 
- Właśnie za to Pani płacę. - Ponownie poklepała go po ramieniu. Zaczęła zakładać na siebie togę adwokacką. 
~ Albo my im skopiemy tyłki, albo oni nam. ~ Pomyślała sobie. 
- Dobrze, a teraz wejdźmy już do sali. - Wskazała gestem, kiedy była już przebrana. Mężczyzna przytaknął głową, a następnie udali się do środka.


~*~


- Panie Maximilianie... - Zaczęła mówić Castillo. - W taki sposób dowiedział się, Pan, że jest ojcem Daniela? 
- Pół roku temu Natalia miała poważny wypadek samochodowy. Nic wielkiego się nie stało, ale Daniel był w ciężkim stanie i potrzebna była transfuzja. Pojechałem z Jeremiasem do szpitala, a tak okazało się, że on nie może oddać krwi, ponieważ grupa nie pasowała, zaś moja tak. Wtedy Natalia powiedziała mi, że to ja jestem ojcem Daniela. - Wyjaśnił. 
- To nie prawda! - Krzyknęła brunetka o kręconych włosach, która wstała z krzesła. - Nic takiego nie zdarzyło się! 
- Wysoki Sądzie, to jest tylko subiektywna wersja wydarzeń strony. - Dodał Verdas i spojrzał na chwilę na Castillo. 
- Oddalam. - Zadecydował po dłuższej chwili sędzia. - Proszę kontynuować. 
- Dziękuję. - Uśmiechnęła się lekko Violetta, a następnie ponownie spojrzała na swojego klienta. - Czy jest jakaś osoba, która mogła by potwierdzić tą rozmowę? 
- Tak. Pielęgniarka, która obu nam pobierała krew. - Odpowiedział. 
- Czy Pan Jeremias wiedział, o relacji jaka łączyła Pana oraz Panią Natalię? 
- Nie. Był za bardzo zajęty sobą. Nie troszczył się o Natalię, która potrzebowała wówczas opieki, towarzystwa.. - Spojrzał na nią. Kobieta od razu odwróciła wzrok w drugą stronę. 
- Przepraszam. - Odezwał się León, który wstał z krzesła. - To są jakieś konfabulacje. 
- Pani mecenas, proszę do konkretów. - Zwrócił się sędzia do Castillo. Szatynka przytaknęła. 
- Proszę w takim razie powiedzieć, dlaczego walczy Pan o dziecko. - Spytała go. 
- To mój syn. Zależy mi na nim. Kocham go tak samo, jak Natalię. - Spojrzał ponownie kobiecie głęboko w oczy. - Oboje są dla mnie najważniejsi. 
- Dziękuję, nie mam więcej pytań. - Odpowiedziała szatynka i wróciła na swoje miejsce.


~*~


       Uśmiechnęła się do siebie, kiedy doszła pod odpowiedni budynek. Od dzisiaj właśnie tu będzie znajdować się jej nowa kancelaria adwokacka, w której będzie urzędować razem ze swoją przyjaciółką, Francescą. 
       Weszła do środka budynku. Zaczęła wychodzić po schodach na pierwsze piętro. Kiedy wyszła, dostrzegła tabliczkę. 


Kancelaria adwokacka

Violetta Castillo
Francesca Resto


Na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech. Weszła do środka. Od razu dostrzegła Włoszkę. 
- Hej. - Przytuliły się obie. 
- Jak tam rozprawa? - Spytała po oderwaniu Resto. 
- A dobrze, dziękuję. 
- Wygrasz? 
- Mam nadzieję.. Na razie rozprawa została odroczona do piątku. 
- Masz trochę czasu. - Violetta przytaknęła. - Chodź, zaprowadzę Cię teraz do Twojego gabinetu. 
         Castillo zaczęła się kierować za Resto w stronę swojego gabinetu. 
- Tu będzie mój gabinet. - Wskazała na pomieszczenie. Szatynka przyjrzała się dokładniej, a następnie przytaknęła.
- Teraz już wiem, gdzie mam się kierować na plotki. - Zaśmiały się. 
- Wpadaj, przyjmę Cię z otwartymi rękoma. - Przytaknęła. Ponownie zaczęły się kierować przed siebie. - Tu będzie urzędować nasz wspólnik. 
- Fran.. - Zaczęła Castillo. - Zdradź mi chociaż jego imię. - Poprosiła po raz kolejny. Brunetka uśmiechnęła się w odpowiedzi lekko. 
- Nie muszę. Sama go dzisiaj poznasz. - Oznajmiła, a następnie poklepała ją lekko po ramieniu. - Chodź zobaczyć swoje królestwo. 
         Kiedy doszły pod odpowiednie drzwi, brunetka spojrzała jeszcze raz na Violettę. 
- To tu. - Oznajmiła i otworzyła drzwi. 
         Castillo weszła do środka pomieszczenia. Dokładnie się rozejrzała. Wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Luksusowe wnętrze, jakie zaprojektowała, prezentowało się jeszcze lepiej, niż na kartce papieru. 
- Tu jest wspaniale. - Stwierdziła i podeszła do biurka. Przejechała ręką po drewnianym blacie. - Wspaniale. - Powtórzyła. 
- Hej, przepraszam za spóźnienie. - Usłyszała męski głos za sobą. 
- Nic się nie stało. - Odpowiedziała Włoszka, a następnie podeszła do Castillo, którą dotknęła w ramię. Kobieta odwróciła się. - Violetto, to jest León. - Wskazała na Verdasa. - León, to jest Violetta. - Oboje uśmiechnęli się do siebie. 
- My się znamy. - Odpowiedziała szatynka. 
- Nawet bardzo dobrze. - Dopowiedział Verdas. 
- No to świetnie. Od dzisiaj będziemy razem pracować w tej kancelarii. - Podsumowała brunetka. 


~*~

No i w końcu jest.
Przepraszam, że nie było wcześniej, nie miałam czasu. 
Mam nadzieję, że 4 przypadnie wam do gustu :)

Czekam na wasze opinie


xAdusiax :*